Więcej dla Ciebie
Żegnam
Uwierz, chciałem różnych rzeczy
I chciałem go pobić
I do Ciebie podbić
I z Tobą chodzić
Razem przez ten pęknięty chodnik
I to ciemne rondo
Jak na mojej głowie
Bo chodzisz po niej Ty ciągło
Choć wiele przegrałem
To więcej zrobiłem
Prób z własnych chcęci, nie na siłę
I nie chcę żeby cokolwiek musiało być dla Ciebie niemiłe
Dlatego, że nie jesteś losową jedną
Mieszkam daleko za Andromedą
Pod nogami ciągle rozlane mleko
Na płacz jednak za daleko
Zamieszkujemy razem w Drogę Mleczną
Spójrzmy na te gwiazdy nocą dzisiejszą
Wszystkie razem tak mocno świecą
Jak Twoje jedno oko
Kiedy pójdziemy przez miasto nocą
I puścisz je do mnie, o, tak uroczo
Żaby rechoczą
Stawy migoczą
Falami w odbiciu Księżyca
Każdego dnia to widziałem
Każdego dnia to słyszałem
Chciałbym by ktoś to usłyszał
Nie mam więcej pytań
Zmarnowana publika
Ludzie na ulicach
Jak ja, kiedy klikam
Teksty jak maszyna
W ilości
Ale proszę cię przyjmij to, czego maszyna by nie dała
Mały skrawek ten moich emocji
Nie wiele czuję
Wolności winszuję
Uwolniony nie od tego, co trzeba
Żegnam
Nie wierzę w prawdę, ludzie wciąż kłamią, jestem jedyny
Umrę za siebie, nie umrę za mamę, głowa na szyny
Umiem już więcej, bo się załamałem, nogi w pokrzywy
Modłę składam na ręce, nieście ją wszędzie, chcę być wiecznie żywy
Ludzie słyszeli, ludzie nie wierzyli
Ludzie widzieli, ludzie uwierzyli
Jak niewierny Judasz chodzę na szczudłach
Bo nie pojmuję nieba
Kiedy wstaję to ziewam
Żeby nie spłonąć jak mosty z których uciekam
Wchodzę pod strumień, zimną się wodą polewam
Uwielbiam swoje tortury
Choćbym upadał raz wtóry
Bo zawsze idę do góry
Mam do burzenia mury
Które stawiły mi tłumy
Nie czuję swojej dumy
Czemu widziałem samotność
Czemu uśniłem samotność
Co na mym gruncie wyrosło
Czym stoi moje rzemiosło
Żeby zawsze wyrzucić wiosło
Czuję zawsze ten zapach wiosną
Słowa ludzi z zazdrością
Czuję ten zapach z wiatrem zimowym
W agonii ja szeregowych
Nie potrafię dojść do mowy
Więc ciągle słyszę odmowy
Skoro słyszysz moje słowa
Rozpocząłem szyk nowy
Rowiałem dawne szykany
Przez nich moje podejście jest nielubianym
Jestem zainteresowanym
W głębi twojego spojrzenia
Dzisiaj nie czuję tchnienia
Wystarczy sekunda i mnie nie ma
Widziałem rzeczy, których ponoć nie ma
Widziałem dwa światła na niebach
Nie wiem, czego mi potrzeba
Przychodzę, żeby rozjebać
Twoja suka mówi mi siema
Te słowa mają brak znaczenia
Tak niewielu zna smak poświęcenia
Złożyłem rezygnację z cierpienia
Wszytkie emocje do spalenia
Wychładzam się w świetle cienia
Szukam szczerego brzmienia
Noża do tego brzemienia
Wokół mych dłoni rzemienia
Palce do skaleczenia
Krwi krople na kamieniach
Zawsze stoję na skałach
Na morzu wciąż na wałach
Szedłem za ten zapach
Widziałem ukojenie
W tym, jak mnie widziałaś
Widziałem upojenie
Bezdomnym pięknem świata
W moich palcach drżenie
Co noc to do mnie powraca
Mam takie jedno marzenie
